WISŁA PUŁAWY-Resovia Rzeszów 1:2
Dodane przez Fanatyk dnia Maj 11 2012 21:45:23
Mimo sporej mobilizacji na ten mecz, szumnych zapowiedzi, frekwencja tego dnia nie dopisała. Wszyscy kibole Wisły mieli nadzieję, że Derby z Motorem zmobilizują większą rzeszę fanów do stawienia się na tym spotkaniu, niestety tym razem musieliśmy w skromnej liczbie dopingować naszych piłkarzy, którzy ulegli po ambitnej walce rzeszowskiej drużynie 1:2. NA meczu było zaobserwować dalszą część cyrków z ochroną w roli głównej na naszym nowym, wspaniałym stadionie. My jednak szybko się nie poddamy!
Rozszerzona zawartość newsa
Wydawało się, że po derbowym spotkaniu z Motorem i dużej mobilizacji na ten mecz, coś się w Puławach ruszy na dobre. Także i przed tym spotkaniem mobilizacja była spora, ale niestety nie przełożyło się to zbytnio na frekwencję. Wydawało się, że zjawi się nas ponad setka, ale zjawiło się około 80 głów. Na sektorze te same gęby co zawsze. Stali bywalcy fanatycznego sektora. By dokładnie opisać całe spotkanie i jego otoczkę, trzeba jednak zacząć od początku, czyli od zbiórki i momentu naszego wejścia na stadion. Na zbiórce pod bramami obiektu, pustka jak nigdy. Tylko jedno osiedle zjawiło się w sporej zorganizowanej grupie. Reszta przyszła pojedynczo, na własną rękę. Podczas wchodzenia na stadion trzepane praktycznie tylko osoby z szalikami, ubrane na sportowo i obcięte na krótko. Reszta wchodzi praktycznie bez kontroli. Nawet najebane zgredy. Zaczęło się trzepanie plecaków, elementów ubioru w poszukiwaniu flagi z falangą. Tekst jednego z ochroniarzy do drugiego "Wiesz czego szukamy. Tej małej flagi" uświadomił nas co do intencji tych gadów. Niestety dla nich, dzięki naszej pomysłowości udaje nam się bez większych problemów wnieść flagę na stadion. Chwilę potem dyskusje ochroniarek o zakazie wnoszenia megafonów na mecze. No kurwa, istny cyrk, tylko już nawet śmiać nam się z tego nie chciało. Najpierw flagi na kijach, potem flagi na płot i megafon. Niedługo nie będzie można wnieść konfetti z uwagi na jego niebezpieczny charakter i możliwość użycia w celu uniemożliwienia identyfikacji stadionowych bandytów. Idziemy dalej. Jeszcze tylko kamerowanie... Wbijamy na sektor. Nasza liczba nie powala na kolana. Może z pięć, sześć dych. Wieszamy flagi i zaczynamy doping. Trochę głów jeszcze wbija na sektor. Po około 15 minutach ochroniarze przychodzą by zdjąć z murku falangę. Oznajmiamy im, że sami ją zdejmiemy a oni niech trzymają łapy przy sobie. Jedziemy z pociskami w stronę ochrony, śpiewamy "piłka nożna dla kiboli, raz sierpem, raz młotem...". Falanga powiewa na trybunach... Mija kolejne 15 minut... Panowie w żółtych stanikach podchodzą do nas i każą nam schować flagę. tłumaczą się zaleceniami z góry... Kurwa, spytać kogoś z ich szefów o powód takich decyzji, to zwalą winę na kogoś innego. Kółko się zamyka i jak zawsze nikt nic nie wie... Jebać to lecimy z dalszym dopingiem. W drugiej połowie dochodzi jeszcze ze 20 osób. Przez pierwsze 20 minut drugiej połowy doping jest zajebisty, później trochę przestojów i doping staje się słabszy. W międzyczasie polewka ze spryskiwaczy, które włączyły się przed samiutkim końcem przerwy i nie dały rozpocząć drugiej osłony spotkania. Przynajmniej zraszacze na stadionie funkcjonują tak jak powinny. Szkoda, że nie wtedy kiedy faktycznie powinny się włączyć. Do końca spotkania prowadzimy raczej słaby doping ze sporymi przestojami.
Po meczu tradycyjnie na naszym obiekcie ochrona trzyma kiboli z ostatniego sektora i uniemożliwia wyjście z obiektu. Kurwa, pikniki mogą wyjść a my na swoim stadionie musimy czekać, aż goście opuszczą stadion. No kurwa, znów paranoje. W dupie mamy to co ma do powiedzenia ochrona, zrywamy się im przechodząc przez ich kordon i wychodzimy z obiektu.
Nigdy, odkąd chodzę na mecze, a jest to już parę ładnych lat, nie spotkałem się z tak debilnymi zakazami, nakazami i tak chujowym traktowaniem kibiców. Nowy obiekt, który mógł rozbujać atmosferę kibicowania w mieście jest jednak antykibicowski z samego założenia. Nakładające się na to represje ze strony milicji i ochrony dają nam jasno do zrozumienia, że nie ma tam miejsca dla ludi takich jak my. Z pasją i jasnymi poglądami na otaczającą nas rzeczywistość...